Zygmunt Noskowski  (1846 – 1907)

 

Dlaczego o nim zapomniano?!

 

”O

 kim? O Zygmuncie Noskowskim! Dnia 2 maja br. minęło sto lat od jego urodzin. Dlaczego o tym ‘świat muzyczny’ nie pamiętał? To wina nie do darowania. Zapomnienia tego nie można tłumaczyć nadmiarem różnorodnych rocznic i pamiątkowych uroczystości narodowych. Nad tymi historycznymi rocznicami czuwają odpowiednie komitety, natomiast rzeczą muzyków było czuwanie nad tym, by społeczeństwo złożyło należyty hołd Zygmuntowi Noskowskiemu w setną rocznicę urodzin za jego niespożyte zasługi dla naszej kultury muzycznej.

Nikt o tym nie pomyślał: ani Zawodowy Związek Muzyków, ani Biuro Koncertowe, które przede wszystkim nad tym czuwać powinno, ani żadna z naszych Filharmonii państwowych, ani ‘Ruch Muzyczny’, ani ci liczni dygnitarze oficjalnie pełniący ‘służbę’ dla dobra naszej kultury muzycznej, otoczeni sztabem referentów, konferentów, naczelników, wizytatorów i sekretarzy! Nie pomyślały o tym konserwatoria ani uniwersyteccy profesorzy muzykologii. A komu, jak komu, przecież Zygmuntowi Noskowskiemu trzeba było poświęcić naprawdę ‘wielki’ koncert pamiątkowy. Jeszcze nie za późno!”.

To jest początek artykułu, jaki prof. dr J Reiss zamieścił w 197 numerze „Dziennika Polskiego” z 1946 roku. Artykuł chyba robił duże wrażenie, bo w 1949 roku, w czterdziestą rocznicę śmierci Z. Noskowskiego powołano „Komitet Obchodów Rocznicy Śmierci Zygmunta Noskowskiego”. Jedynym, do dziś widocznym efektem działań Komitetu jest książka A. Wrońskiego „Zygmunt Noskowski”. (Ponad to w czasie działań Komitetu zostało zgubionych wiele cennych pamiątek i dokumentów po Noskowskim). Dla osób znających sposób działania „dygnitarzy” w późniejszym okresie budowy socjalizmu w Polsce ton, w jakim zwraca się Reiss do owych „dygnitarzy” może budzić podziw dla odwagi, jaką autor się wykazał. Odwagą chyba jednak się nie wykazał, bo Reiss nie miał pojęcia, z kim zaczął walkę. Ale prawdę powiedział.

Zygmunt Noskowski urodził się 2 maja 1846 roku w Warszawie. Jego ojciec, Józef Noskowski był notariuszem, matka Amelia Noskowska z domu Salis wychowywała dzieci. Miała z tym sporo roboty albowiem, oprócz jedenastu swoich wzięła jeszcze na wychowanie pięcioro dzieci A. Towiańskiego. Towiański, zajęty zbawianiem świata, a zwłaszcza Polski, nie miał czasu na zajmowanie się swoimi dziećmi, dlatego wychowanie ich powierzył Noskowskim. Rodzina Noskowskich, a zwłaszcza matka, bardzo była przejęta naukami Towiańskiego i obowiązek wychowywania jego dzieci traktowała jako zaszczytne wyróżnienie. Na młodego Zygmunta towianizm wywierał pewien wpływ, ale największy wpływ okazał się w materii mało związanej z bezpośrednimi naukami Towiańskiego – z muzyką Chopina Noskowski zetknął się dopiero w wieku prawie dorosłym. Chopin, jako sceptycznie nastawiony do Towiańskiego, a nawet uchodzący za jego prześmiewcę był w domu rodzinnym zabroniony.

 Młody Zygmunt, jak to często bywa z ludźmi, którzy przechodzą do historii muzyki, był bardzo zdolny. Potrafił bez problemu wygrać na fortepianie wszystko co usłyszał, „czy to grajka podwórzowego, czy katarynkę, czy wreszcie rzeczy grywane przez starsze rodzeństwo”.  Na nadzwyczajne zdolności Zygmunta zwrócił uwagę bywający często w domu Noskowskich I. F. Dobrzyński. Poradził rodzicom, aby Zygmuntowi zapewnić regularną naukę muzyki. Nie wiadomo dlaczego Dobrzyński sam nie decydował się uczyć chłopca, być może na początku Zygmunt był po prostu zbyt mały a później, kiedy Zygmunt był starszy prawdopodobnie rodzina chciała uchronić swoje dziecko od częstych kontaktów z człowiekiem co prawda wielkim, ale posiadającym pewne wady w sposobie życia. Trafił do mile potem wspominanego nauczyciela fortepianu p. Feista a na skrzypcach uczył go Hornziel, znany w tym czasie nauczyciel i skrzypek warszawski – koncertmistrz w orkiestrze Teatru Wielkiego.

Jednak nauka była tylko dodatkiem do wykształcenia, czy raczej miała być dodatkiem, gdyż ojciec Noskowskiego widział przyszłość syna mniej narażoną na niepewność losu, jaka jest udziałem muzyków. Chodził zatem do gimnazjum gdzie zdobywa zawód kancelisty. Po ukończeniu gimnazjum w roku 1865 podjął pracę zgodną z dotychczasowym wykształceniem – pracę kancelisty. O swojej pracy w tym zawodzie najlepiej powie sam Noskowski: „Boże święty! Cóż to za niefortunny był ze mnie kancelista!... Przepisywałem referaty z milionem błędów, gdyż mi pilno było rozłożyć arkusz papieru nutowego i bazgrać na nim – same arcydzieła – wedle mego mniemania. A gdy naczelnik wychodził do nas z miną uroczystą, aby wypowiedzieć słowa pochwały lub nagany, wówczas najczęściej usłyszeć można było:

-    Pan Noskowski jeszcze raz musi przepisać referat!

-    Starałem się dobrze przepisać – szepnąłem.

-    Patrz pan tylko – ciągnął surowo naczelnik – tutaj wiersz cały opuszczony, dalej

powtórzyłeś pan ten sam wyraz trzy razy!..... A pismo jakże niezgrabne. Okropność!...”

Na szczęście dla Noskowskiego i dla muzyki ten epizod w jego życiu prędko się skończył. W tym samym 1865 roku (niektórzy przypuszczają, że mogło to być jeszcze w czasie uczęszczania do gimnazjum) Noskowski podjął studia muzyczne w Warszawskim Instytucie Muzycznym. Gry na skrzypcach uczył się u A. Kątskiego, harmonii i kontrapunktu, co wtedy było prawie jednoznaczne z nauką kompozycji u S. Moniuszki. Z Moniuszką zetknął się już wcześniej w okolicznościach związanych z publikacją w „Przeglądzie Tygodniowym” swojej pierwszej kompozycji, napisanej w 1861 roku. Namówiony przez kolegę Noskowski zaniósł swoją „Kolędę” do redaktora „Przeglądu”. Jako, że za dział muzyczny odpowiedzialny był Moniuszko od jego opinii uzależniona była publikacja. Musiał więc Noskowski osobiście udać się na ulicę Czystą, do domu Mistrza i „z biciem serca” oczekiwać rezultatu. „Dobrze – odezwał się Moniuszko – trzeba tylko jeszcze rozłączyć wiązane nuty, gdy na każdą wypada zgłoska, ale to rzecz drobna.....Ten zwrot do minoru jest znaczący i dużo mówi.... No, idź pan z tem do redaktora Jenikiego. Rzecz załatwiona” W ten sposób zadebiutował Noskowski.

Po ukończeniu Instytutu Muzycznego (1867) Noskowski pracuje jako skrzypek w orkiestrze Teatru Wielkiego. Przez krótki czas był akompaniatorem w klasie śpiewu w Instytucie Muzycznym, po nieporozumieniach z nauczycielem śpiewu został odsunięty od tej pracy. W latach 1871-1872 w Instytucie dla Głuchoniemych i Ociemniałych  prowadził chór, oprócz utworów z repertuaru światowego dla tego chóru komponuje także własne. Wymyślił pismo nutowe dla niewidomych. Z wynalazkiem swoim zapoznał podobne Instytuty w Rosji i Niemczech – niestety bez odzewu. Dzisiaj nie wiadomo nawet na czym ów system pisania polegał.

W grudniu roku 1872 Noskowski wyjeżdża, za pieniądze Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego do Berlina na dalsze studia. Uczył się u znanego wówczas pedagoga i kompozytora F. Kiela.

Bardzo obfita twórczość pochodząca z tego okresu – „Morskie Oko”, I Symfonia, liczne pieśni i „Wariacje i fuga na kwartet smyczkowy” – żeby wymienić tylko niektóre - świadczy o tym, że Noskowski czasu nie marnował. W czasie studiów u Kiela jako praca dyplomowa powstała I Symfonia A- dur, wykonana w Berlinie doczekała się bardzo pochlebnych recenzji.

Po powrocie do Warszawy w 1875 roku okazało się, że dla Noskowskiego nie ma żadnego zajęcia. Po bezowocnych próbach znalezienia jakiejś pracy zdecydował się prosić swojego profesora z Berlina o pomoc w znalezieniu pracy w Niemczech. Kiel zaprotegował go na stanowisko miejskiego kierownika muzycznego w Konstancji i towarzystwa śpiewaczego „Bodan”. W czasie kilkuletniego pobytu w Konstancji miał okazję poznać wielu znaczących muzyków niemieckich. Pracując z chórem zobowiązany był do przygotowania chóru do koncertów ale nie zaniedbywał również kompozycji. W czasie czteroletniego pobytu powstało kilkanaście „Krakowiaków” na fortepian, „Symfonia Elegijna”, „Kwartet fortepianowy d- moll”, „Kwartet smyczkowy E- dur”, Kantata na chór a capella „Heldentot” i wiele innych,   drobnych utworów, nie licząc tekstów, jakie przysyłał do redakcji „Echa Muzycznego i Teatralnego”. Napisane w Konstancji „Krakowiaki” przesłał F. Lisztowi, który po usłyszeniu ich w wykonaniu J. Zarębskiego polecił ich wydanie Kahntowi. Liszt zachwycony „Krakowiakami” Noskowskiego, a także Kwartetem fortepianowym d- moll, który wykonywał również osobiście w Weimarze, w znaczniej mierze przyczynił się do ugruntowania dobrej pozycji Noskowskiego na rynku niemieckim. Podczas pobytu Noskowskiego  Weimarze doszło do spotkania z Lisztem i wspólnego wykonania kwartetu fortepianowego op.8. Po kilku miesiącach Noskowski otrzymał list tej treści: „Najszanowniejszy panie. Z przyjemnością powtarzam panu poprzednie pochwały dotyczące pańskiego kwartetu. Temi dniami wykonaliśmy go tutaj – con anima. Dzisiejszą pocztą odsyłam pańską partyturę w rękopiśmie do Kahnta w Lipsku i radzę mu, aby nią swoje nakłady przyozdobił. Szczerze oddany – F. Liszt.”  (Cytat za Echo Muzyczne i Teatralne 1879 nr.17) Nic więc dziwnego, że po takiej rekomendacji większość wydanej twórczości Noskowskiego to rezultaty jego znajomości z Lisztem i, oczywiście, rezultaty doskonałej jakości jego kompozycji.

W Konstancji w roku 1876 przyszedł na świat pierwszy syn Noskowskiego – Tadeusz – przyszły malarz, uczestnik słynnego „Wesela” S. Wyspiańskiego. (Jemu to, Nosowi, Wyspiański kazał powiedzieć słynne: „Chopin gdyby jeszcze żył, toby pił”). W roku 1880 jesienią przyjechał do Warszawy i zorganizował koncert swoich kompozycji m in. wykonana była jego nowa symfonia „Elegijna”. Co prawda recenzenci chwalili nowe dzieło Noskowskiego, jednak sala świeciła „straszną pustką”. Prawdopodobnie w tym czasie była omawiana propozycja objęcia przez niego stanowiska dyrektora Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Również w tym roku urodził się drugi syn – Zygmunt Stanisław – przyszły aktor, słynący m in. z roli Nosa w „Weselu” Wyspiańskiego.

Mimo znacznej stabilizacji finansowej i osiągniętego prestiżu w Kostancji Noskowski zdecydował się na powrót do Warszawy. W styczniu 1881 przyjeżdża do Warszawy i obejmuje stanowisko dyrektora WTM. Od tego momentu Noskowski pracuje we wszystkich dziedzinach życia muzycznego Warszawy. Jest więc dyrektorem Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, prowadzi założoną przy Towarzystwie szkołę muzyczną, kilkakrotnie próbuje założyć stałą orkiestrę symfoniczną w Warszawie, dyryguje zespołami i chórami działającymi przy Towarzystwie, gra na altówce w stałym kwartecie WTM, pisze recenzje i artykuły do gazet i wreszcie – komponuje. Komponuje bardzo dużo: od piosenek dla dzieci do oper, od miniaturek instrumentalnych dla uczniów do poematu symfonicznego i symfonii.

Kwartet smyczkowy e- moll „Fantazja” powstał przed rokiem 1884 a w tymże roku  w salach redutowych Teatru Wielkiego wykonany. Recenzja J. Kleczyńskiego zamieszczona w „Echu Muzycznym i Teatralnym” jest kolejnym przykładem na trudność, jaką mają recenzenci w jednoznacznym pochwaleniu wysłuchanego utworu  Znowu to „dobrze, ale…” .Oto fragment tej recenzji, który cytuję za biografią Z. Noskowskiego napisaną przez W. Wrońskiego.

„…forma w tym dziele jest swobodniejsza niż zwykle – recitativo w pierwszej części, środek w ostatniej świadczą o tym. Forma ta jednak nie jest nową, tylko […] wydłużoną, jak to nieraz czyni p. Noskowski. Część I, mimo swej długości i opracowania, najmniej ma wdzięku i nie rysuje się tak sympatycznie w duszy słuchacza jak inne. Z nich najładniejszym jest Scherzo (moderato scherzando), którego temat prosty bardzo wdzięcznie rysuje się na tle charakterystycznej figury akompaniamentu, branej pizzicato kolejno przez różne instrumenta. Część III: Largo tragico jest szlachetne, ale nie ma w sobie nic tragicznego. To samo powiemy i o Finale, Allegro feroce, które żadnej dzikości nie ujawnia – przeciwnie, środek jego (za długi trochę) jest dowcipny i miły”.

Kleczyński, który był w tym czasie jedną z najbardziej opiniotwórczych osób, był…. Ale lepiej scharaktreryzuje postać Kleczyńskiego króciutka notka, jaką napisał Ferdynand Hoesick senior, a którą przytacza jego syn, również Ferdynand w swojej „Powieści mojego życia”. Oto notka przytoczona w całości:

„Kleczyński Jan. Przed kilku laty zmarły muzyk. Człowiek jezcze młody i dobry fortepianista. Kształcił się w Paryżu i miał pretensję dobrego wykonywania Chopina, któremu się poświęcił. Zwykle lubił, jak go tytułowano: „n a s z wykonawca Chopina” Słuszniej jednak było nazywać go: „jeden z n a s z y c h wykonawców Chopina”, pochodził bowiem z frankistów. Zresztą był to człowiek dość sympatyczny: miał ruch nerwowy na twarzy, tak że gdy mówił, to nosem i twarzą ruszał.” Tyle Hoesick. Trzeba przyznać, że miał on dar krótkiego opisu zawierającego wszystkie ważne informacje i cechy charakterystyczne opisywanej osoby. Dla pełniejszego wykazania daru, o którym piszę przytoczę jeszcze jedną charakterystykę napisaną przez Hoesicka, charakterystykę Zygmunta Noskowskiego.

„Noskowski Zygmunt. Muzyk i kompozytor, szczególniej wyborny teoretyk i harmonista. O ile jako muzyk bardzo zdolny, a nawet jako literat cięty i uszczypliwy, o tyle jako charakter jest on warchołem In summo grado. Z kompozycji jego właściwie nie drukowałem nic, niejedną setkę rubli jednak zarobił u mnie, kładąc nazwisko swoje na robotach np. Sonnenfelda. W ten sposób powstała jego Szkoła na skrzypce, Szkoła na fortepian i część wstępna Szkoły Górskiego. Wiecznie goły i bez grosza; za pieniądze wszystko zrobi.”

Nawet jeśli F. Hoesick nieco przesadza, to nie zmyśla. Faktem jest, że kłopoty finansowe Noskowskiego były niemal przysłowiowe. Historia nie podaje faktów mogących świadczyć o utracjuszowskim charakterze Noskowskiego. Po prostu zbyt mało, jak na taką ilość pracy zarabiał.

Wracając do kwartetu to warto dodać, że mimo umiarkowanie dobrego przyjęcia nie natknąłem się na dokument potwierdzający jego późniejsze wykonania. Noskowski, świadom jego wartości, posłał ten kwartet na konkurs do Brukseli organizowany przez towarzystwo Carillon. Tam otrzymał drugą nagrodę. Sądzę, że kwartet ten zarówno dla Kleczyńskiego jak i dla jury konkursu w Brukseli był trochę za wcześnie napisany. Myślę, że dziś możemy lepiej ocenić wizję Noskowskiego zawartą w Kwartecie „Fantazja”.

 

Andrzej Wróbel